Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Lance Armstrong został pogrzebany żywcem – mówi Bartosz Huzarski

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Uważa, że afera Armstronga to strzał w kolano i umacnianie przekonania, że kolarstwo to najbardziej wspomagany sport na świecie. Podkreśla również, że Ameryka zabiła swoją największą gwiazdę i to bez żadnego dowodu. Bartosz Huzarski broni kolarza wszechczasów i opowiada jak doping zniszczył wizerunek tej dyscypliny.

MenStream.pl: Miał Pan okazję, żeby poznać Lance'a Armstronga?

Niestety, nie. Startowaliśmy co prawda razem w Giro d'Italia dwa lata temu, kiedy Armstrong wrócił na chwilę do kolarstwa, po zakończeniu kariery i kilka razy mijaliśmy się na innych wyścigach. Ale to było wszystko, nie zostaliśmy sobie przedstawieni.

Ale wśród kolarzy na pewno bardzo dużo się o nim mówiło. Czy już wcześniej były wątpliwości co do tego, że stosuje doping?

Wiadomo, że jeśli ktoś wygrywa Tour de France siedem razy to zawsze wywołuje pewne podejrzenia. Wiele razy o tym rozmawialiśmy. Niektórzy kolarze zarzucali mu i jego kolegom działania nie do końca zgodne z prawem, ale większość raczej unikała takiej dyskusji. Poza tym to również kwestia lojalności. Ciężko się jeździ, jeśli podejrzewa się kolegów o nieprzepisowe działania.

Czyli wygrywając Tour de France, uznawany za najtrudniejszy wyścig, z urzędu jest się podejrzanym o wspomaganie?

TdF jest najbardziej prestiżowym wyścigiem na świecie i zwyciężając w nim na zawsze przechodzi się do historii, zarabia ogromne pieniądze, nawiązuje współpracę ze sponsorami. To wielki prestiż. Czy można jednoznacznie stwierdzić, że automatycznie trafia się na języki? Trudno powiedzieć. Choć nie startowałem do tej pory w wielkiej pętli, to jestem pewny, że można ją wygrać bez dopingu. Z mojego punktu widzenia - jako kolarza, który nie ścigał się w czasie, kiedy Armstrong wygrywał - ciężko powiedzieć, gdzie leży prawda.

Czy tegoroczny zwycięzca Tour de France, Bradley Wiggins, był czysty? Mam nadzieję, że tak. Ale czy za 10 lat nie okaże się, że miał w organizmie coś, co było aktualnie niewykrywalne tego nie wiem. Gdy w grę wchodzą tak duże pieniądze i taki prestiż to wszystko może się zdarzyć. Z drugiej strony jeśli coś nie jest na liście środków zakazanych, to zakazane nie jest.

Wniosek jest więc oczywisty. Kolarstwo mocno ucierpiało na aferze Armstronga?

Pewne jest to, że jeżdżąc teraz, czyli kilkanaście lat po sukcesach Armstronga, płacę za błędy ludzi z tamtych wyścigów. Kilka lat temu wprowadzono Adamsa, czyli system, w którym niemalże każdą minutę mojego dnia muszę dokumentować. Kiedy zaczynam trening, kiedy jadę do domu, kiedy wyjeżdżam za granicę – to wszystko trzeba zgłaszać. Muszę być dostępny dla kontrolerów codziennie od godziny 6 do 23. Mam obowiązek, nawet jeśli jestem w domu, poddać się badaniu krwi i moczu. Rocznie kolarz przechodzi kilkanaście kontroli. W innych dyscyplinach sportowcy wiedzą, kiedy będą sprawdzani, najczęściej po zawodach. Nic dziwnego, że spora część złapanych na dopingu to właśnie kolarze.

A sponsorzy. Wystraszyli się afery?

Na pewno wielu z nich się wycofa. Już zrezygnował Spider Tech, Rabobank – i to po 16 latach w kolarstwie - Q8 z Belgii i wielu mniejszych. Pewnie duża część firm wycofała się przed podpisaniem kontraktów.

Grupa, w której Pan jeździ też odczuwa skutki całego zamieszania?

NetApp na razie nie planuje żadnych zmian, ale i tak wszyscy żyjemy w stresie. Jeśli któregoś z nas przyłapią na dopingu, cała drużyna zostaje rozwiązana. Trochę więc boję się rano zaglądać na portale kolarskie, bo nagle może okazać się, że jestem bezrobotny, gdyż nasz główny sponsor NetApp to firma z USA. Rygory, którym jesteśmy poddawani, są znacznie większe niż kiedyś. Nie ma szans na manipulacje, bo Unia Kolarska jest w stanie zawiesić kolarza wyłącznie na podstawie jakiejś anomalii w paszporcie biologicznym, nawet już nie za pozytywną próbkę, potwierdzoną na 99 procent. Tak było w przypadku obecnego mistrza Włoch, Franco Pellizottiego. Musi więc być i jest masa kolarzy, masa grup, które naprawdę jeżdżą na czysto!

Czy wprowadzając taką dyscyplinę Unia Kolarska nie za bardzo zaangażowała się w ściganie zawodników stosujących doping. Czy to nie jest trochę działanie przeciwko sobie?

To nie tylko działanie przeciwko sobie, to strzał we własne kolano. Prawda jest taka, że gdy w innych dyscyplinach sprawdza się sportowców znacznie rzadziej i łagodniej traktuje wyniki próbek, to my wychodzimy na tych najgorszych. Poza tym środki, których stosowanie zarzuca się kolarzom drużyny Armstronga - EPO, transfuzja krwi czy testosteron - w tamtych czasach były zupełnie niewykrywalne. Mówienie więc, że kolarstwo to brudny sport jest dodatkowo krzywdzące ze względu na to, że równie dobrze na tych środkach mógł opierać się wtedy cały zawodowy sport.

Przykładem niech będzie afera Doktora Fuentesa, która wykryła 160 próbek krwi zawierających niedozwolone środki w krwi sportowców różnych dyscyplin. Podano tylko 30 nazwisk – samych kolarzy. A gdzie jest reszta? Dlaczego mówi się tylko o nas, dlaczego inne związki umywają od tego ręce? I tu mamy konflikt tragiczny. Z jednej strony piłujemy gałąź, na której siedzimy, a z drugiej trzeba chwalić Unię Kolarska, że jako jedyna organizacja walczy z dopingiem w sposób oczywisty i konsekwentny. Inne związki mówią: nas to nie dotyczy, to nie jest nasz problem, jak chcą, niech sobie biorą. Nie interesuje ich to, bo jeśli na stadion piłkarski przychodzi kilkanaście tysięcy kibiców i każdy płaci za bilet, to zarabiają. Wyścigi kolarskie ogląda się za darmo.

Czyli Armstrong jest ofiarą złego systemu?

W Stanach uczepili się tego biednego Armstronga. Cała afera wyszła po tym, jak jego koledzy zaczęli się zwierzać. A on miał przeprowadzonych 500 testów w ciągu całej swojej kariery z czego tylko dwie próbki były podejrzane. Nie były pozytywne, tylko podejrzane! A prawo antydopingowe było takie, że jeżeli trzy próbki kolarza w trzech różnych laboratoriach wzbudza podejrzenia, to wtedy wzywany jest on na dywanik i musi składać wyjaśnienia. Armstrong jak wielu innych kolarzy zmieścił się w normie. Nie chcę nikogo bronić ani nikogo oskarżać, ale sytuacja jest bardzo niewygodna dla kolarzy, którzy ścigają się teraz. Ci, z czasów Lance'a nie mają już nic do stracenia.

Największe konsekwencje ponosi jednak osoba, która tak naprawdę nie zabrała głosu w całej sprawie. Armstrong - mimo że już zakończył karierę - został zawieszony dożywotnio, a ci, którzy zeznawali, zostali potraktowani dość łagodnie.

Upiekło im się, bo w Stanach Zjednoczonych nie ponosi się za to wielkich konsekwencji. Jeśli zawodnik sam się przyzna to zawieszają go na kilka miesięcy, trochę zaglądają w jego przeszłość. To jest w dużej mierze problem prawa amerykańskiego. Środki dopingowe można kupić nawet w supermarkecie, są ogólnodostępne. U nas każdy lekarz mówi o tym, żeby nie zamawiać żadnych odżywek ze Stanów, bo są to najbardziej zanieczyszczone środki na świecie.

Dlaczego koledzy Armstronga zdecydowali się zeznawać? Może ktoś miał na nich haka. To bardzo dziwne, przecież tyle lat jeździli razem. Czy coś na tym zyskali - nigdy się tego nie dowiemy. Przecież to mogła być nawet sprawa polityczna, bo teraz w Stanach są wybory, a Armstrong wspierał jednego z kandydatów. Piętnaście lat po największych sukcesach, kilka lat po zakończeniu kariery, wygrzebuje się coś, co nie ma już większego znaczenia! I to bez twardych dowodów. Wszystko oparte jest o pomówienia, o zeznania kolegów. Czy to jest powód żeby kogoś zamknąć czy zdyskwalifikować? Chyba nie.

Tym bardziej, że Armstrong klauzulę o dopingu miał wpisaną w kontrakt, więc szczytem głupoty albo perfidii byłoby stosowanie przez niego wspomagania. A do tego elita jest częściej kontrolowana niż peleton.

Lider, który jedzie w żółtej koszulce, sprawdzany jest codziennie. Więc Armstrong, który w przypadku TdF był liderem nawet przez 10 dni, to poddawany był kontroli 10 razy. Przy tak rozwiniętym systemie zeznania jego kolegów są mało wiarygodne.

Jeszcze raz powtarzam. Dlaczego my? Cały problem wyszedł ze Stanów, a mimo to ligi NHL, NFL nie są kontrolowane i zarabiają rocznie miliony dolarów. Kilkanaście lat temu na olimpiadzie koszykarska drużyna USA zaszantażowała, że zagra tylko pod warunkiem, że jej zawodnicy nie będą poddani kontroli antydopingowej. To pokazuje, że są sporty równe i równiejsze, a ktoś się uparł na kolarstwo. Wprowadźmy paszporty biologiczne we wszystkich dyscyplinach i wtedy okaże się, jak jest naprawdę. Jeśli piłkarze kontrolowani są czasami po meczu, a ja muszę być w stanie poddać się kontroli codziennie, to jest to trochę niesprawiedliwe.

Afera Armstronga zatacza coraz szerszy krąg. Dziś kolarz musi zwrócić ubezpieczycielowi ogromną kwotę, jeśli zostanie złapany.

To będzie twardy orzech do zgryzienia dla prawników. Organizator TdF już zapowiada, że będzie walczył o zwrot nagród za jego zwycięstwa w wyścigu. Poza tym sprawę utrudnia fakt, że w kolarstwie przyjęła się zasada, że zwycięzca wyścigu nie bierze wszystkich pieniędzy, a dzieli je pomiędzy swoich kolegów z drużyny. On w przyszłym roku będzie miał wyższy kontrakt, więc i tak wyjdzie na swoje. Lance nie tylko dzielił, ale dorzucał pomocnikom jeszcze coś od siebie. Pozostaje więc pytanie, skąd teraz miałby formalnie wziąć te pieniądze? Czy mogą go ścigać za nie po 15 latach? Skończy się tak, że Armstrong ogłosi upadłość i nic mu nie zrobią. Fundacji jego imienia też nie ruszą, bo nie jest jej właścicielem. Jest tylko członkiem zarządu.

Właśnie. Fundacja imienia Lance'a Armstronga powstała po jego chorobie, co też przyczyniło się do ogromnej popularności kolarza. Kiedy po walce z nowotworem wygrał Tour de France został uznany za największego twardziela sportu. Ale z drugiej strony już wtedy pojawiały się pytania, czy to czasem nie przez wspomaganie.

Czytałem jego książkę Mój powrót do życia, gdzie dużo miejsca poświęca temu okresowi. Wiele faktów uważam za naciągane, ale cały opis jego walki z chorobą jest bardzo imponujący. Dlatego cała ta sytuacja jest najbardziej przykra dla tych, których Armstrong inspirował do walki z chorobą. Dla tych, którzy mu zaufali, że jeśli tylko chcą, to mogą.

Ale tak naprawdę Armstrong nie zabrał do tej pory głosu. Czy jego milczenie nie zostanie uznane za przyznanie się do winy?

Być może tak będzie, mimo tego, że dowodów nie ma. Są tylko zeznania świadków. Może było tak, że w drużynie Armstronga US Postal stosowano doping. Ale czy tylko tam? Nawet jeśli Lance brał, jeśli stosował niedozwolone środki, to wygranie w takich wyścigach i tak kosztowało go wiele pracy. Jeśli brali też inni, to i tak wygrał najlepszy. To nie jest śmieszne. Dlaczego po odebraniu Armstrongowi tytułów, nikt się nie upomniał o przyznanie zwycięstwa?

Zostanie zapamiętany jako największy oszust sportu czy jednak kolarz, który mimo wszystko pokonał chorobę, zwyciężył siedem razy w Tour de France i stał się bohaterem milionów ludzi?

Sprawa jest ciągle w toku, więc nie wiadomo, jak to się zakończy. Nie ma jednak wątpliwości, że środowisko zabiło własną gwiazdę - osobę, która bardzo pomagała chorym na raka i była dla nich oparciem. Po tej aferze ciężko będzie mu odzyskać zaufanie rodaków, o zazdroszczących mu sukcesów Europejczykach, nie wspominając. Armstrong był prawdziwym bohaterem, a został pogrzebany żywcem.

Bartosz Huzarski

Urodził się w 1980 roku w Świdnicy. Jeden z najlepszych polskich "górali". Kolarstwo uprawia od 15 roku życia, ale na poważnie zaczął jeździć w 1999 roku. Trzy lata później podpisał pierwszy zawodowy kontrakt z grupą Mróz. Występował również w barwach Intel-Action, Action-Uniqua i ISD. Obecnie jeździ w niemieckiej NetApp.

Do jego największych sukcesów można zaliczyć 2 miejsce w 10. etapie tegorocznego Giro d'Italia, dwa v-ce Mistrzostwa Polski i udane starty w prestiżowych wyścigach w Hiszpanii, Włoszech, Turcji i Polsce - dwukrotnie zwyciężył w klasyfikacji górskiej Tour de Pologne i wygrana w Wyścigu Pokoju w 2003 roku. Przygotowuje się również do Tour de France, w którym wystartuje być może w przyszłym roku.

MenStream.pl

Więcej informacji znajdziesz w gazecie powiatu wrocławskiego
Express Wrocławski


MenStream.pl



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Wtorek 7 lipca 2020
Imieniny
Estery, Kiry, Rudolfa

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl
Ogłoszenia nieruchomości