Dokumenty z 1306 roku określiły ową sadybę jako nadanie lenne, przy czym nosiła ona pierwotnie miano Strzelno. W źródłach niemieckich była to Strahlenberg.
W odległych stuleciach sporo się tam działo - podczas wojen granicznych w roku 1326 wioska doznała tak wielkich zniszczeń, że w ich rezultacie opustoszała na całą dekadę. Za to w roku 1772 miała dwadzieścia pięć kmiecych zagród, lokalny warsztat rzemieślniczy prowadził w niej szewc, a miejscowy młyn wodny obsługiwał własny mistrz młynarski.
Przed rokiem 1748 wzniesiono w Strzalinach drewniany, skromny kościółek o konstrukcji szkieletowej, służący wiernym do dzisiaj pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Cennym zabytkiem jest jego ołtarz z przełomu XVIII i XIX wieku. Msze Święte celebrowane w tej świątyni charakteryzuje szczególny, prawdziwie modlitewny klimat.
Opodal wsi głównie w latach trzydziestych dwudziestego wieku powstawała potężna Grupa Warowna „Strzaliny”. Po ostatniej wojnie jej pogruchotane szczątki nazywane są Górą Wisielczą lub Szubieniczną. To fragment Wału Pomorskiego, „osławionego” hitlerowskiego Pommernstellung, ważnego niegdyś elementu militarnych umocnień na ówczesnej, wschodniej granicy III Rzeszy. Ich plany Niemcy opracowywali już pod koniec lat dwudziestych ubiegłego stulecia, konkretny przebieg linii obrony ustalono wiosną 1931 roku. Kilkanaście miesięcy później ruszyła w okolicach Tuczna budowa kilkudziesięciu żelbetowych schronów.
Główne bunkry w rejonie Strzalin stanowiły podziemne koszary, połączone z innymi obiektami rozbudowanym systemem transzei. Wydrążono je wśród naturalnych przeszkód terenowych - wielkich kompleksów leśnych, bagnisk, jezior i pociętych rzekami tudzież sztucznymi kanałami nieużytków. Przedpola punktów oporu zabezpieczały pola minowe, zasieki, specjalne płoty oraz aktywne zapory przeciwczołgowe. 5 lutego 1945 roku, po zaciętych walkach do Strzalin wkroczyli żołnierzy 47. Armii Sowieckiej.
Po wojnie żelbetonowe bunkry pozbawiano pancernych płyt czołowych, które następnie wywożonych do hut. Same potężne konstrukcje z różnym skutkiem wysadzono, używając często do tego celu gromadzonych w nich niewybuchów. Poszarpane eksplozjami, ponure skorupy stały się z czasem atrakcją turystyczną…
Na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia kilka kilometrów od Strzalin na wysokiej skarpie, nad głębokim jeziorkiem, stanął obóz harcerski z Bolesławca. Funkcjonował w ramach tak zwanej Starszoharcerskiej Akcji Szkoleniowej. Teren wokół namiotów był dziki, w bliskim sąsiedztwie widniały zarysy okopów, znaczone poszarpanymi czerepami zniszczonych niemieckich umocnień. Ukryte w głuszy namioty przez cały niemal sierpień wspólnie z bolesławieckimi harcerzami zasiedlali także przedstawiciele z kilku ościennych hufców.
Ten pierwszy obóz zapoczątkował organizację kolejnych, już w pełni samodzielnych, starszoharcerskich letnich placówek bolesławieckiego hufca im. Szarych Szeregów. Spora odległość i związane z nią problemy logistyczne nie przestraszyły instruktorów ani harcerzy, cały rok wspólnie pokonywali piętrzące się trudności, by kolejne wakacji spędzić w poznanym już zakątku powiatu wałeckiego. Kusił on nadal tajemniczym, wyjątkowo urokliwym terenem i drzemiącymi w lesie, z dala od ludzkich siedzib, betonowymi pozostałościami bunkrów.
Po uzyskaniu niezbędnych zgód nastąpił upragniony wyjazd. Od podstaw wybudowano wśród drzew prostą kuchnię i inne obozowe urządzenia. Harcerki i harcerze na miesiąc zapominali o elektryczności i podobnych, cywilizacyjnych udogodnieniach. Jeszcze kilkakrotnie 3 Drużyna Starszoharcerska „Wigry”, której Bohaterem był harcerski Batalion Armii Krajowej „Wigry”, spędzała tam wakacje.
Z czasem wyjeżdżano na letnie obozy w inne rejony Polski, jednak swoisty mit Strzalin znany był kolejnym wigierskim harcerkom i harcerzom.
W pamięci blisko sześćdziesięcioletnich dzisiaj, rozrzuconych po Polsce i świecie dawnych harcerek i harcerzy „Wigier” niewątpliwie pozostały liczne gry terenowe w przepastnych pomorskich lasach i oczywiście wyprawy do zgruchotanego kompleksu podziemnych koszar, gdzie w nieprzeniknionej ciemności tajemniczo wracało echo kroków, odbite kilkakrotnie w kolejnych odnogach ślepych korytarzy. Niestety - w głębi samotnego, mrocznego tunelu, za wysoką pryzmą piasku, który osypał się z wyrwanej wybuchem dziury w betonowym stropie, odkryto pozbawioną zapalników małą bombę lotniczą…
Dobiegają kresu kolejne letnie wakacje, które - podobnie jak tamte sprzed z górą czterech dekad - pozostaną zapewne w życzliwej pamięci dzisiejszych, bolesławieckich harcerek i harcerzy…



