Tamtejsza Ochotnicza Straż Pożarna świętuje właśnie osiemdziesięciolecie działalności i pokazuje, że strażacka sztafeta wciąż trwa i funkcjonuje doskonale.
Na Dolnym Śląsku armia ochotników liczy ponad siedemset jednostek, które wspierają około dwóch tysięcy zawodowych strażaków, a spokój mieszkańców gminy Kobierzyce nie jest dziełem przypadku, ale wynikiem gotowości bojowej trzech lokalnych jednostek.
- Żyjąc tutaj, w gminie Kobierzyce czuję się naprawdę bezpieczny, wiedząc, że na terenie gminy działają trzy wspaniałe jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej. Jest w nich coraz więcej młodych ludzi. Działają razem i mają ogromne wsparcie rodzin, które rozumieją ich pasję oraz związane z nią poświęcenie - mówi Piotr Kopeć, wójt gminy Kobierzyce.
- Dla nas taką wdzięcznością jest to, że pomagamy. Daje nam to olbrzymią satysfakcję - mówi Maksymilian Włoszek z Ochotniczej Straży Pożarnej w Pustkowie Żurawskim. - Czasem żartujemy, że syrena jeszcze nie skończyła wyć, a chłopcy są już na miejscu - dodaje Agnieszka Czapnik, mieszkanka Pustkowia Żurawskiego.
Choć dzieli ich wiek i życiowe doświadczenie, na dźwięk alarmu stają się jednym organizmem. Prezes jednostki w Pustkowie Żurawskim podkreśla, że w momencie wyjazdu z remizy granica między ochotnikiem a zawodowcem właściwie się zaciera. - Obszar działań jest praktycznie taki sam, z tą subtelną i najważniejszą różnicą, że strażacy Państwowej Straży chodzą do pracy, a dla nas to jest służba drugiemu człowiekowi - wyjaśnia Adrian Wilczyński, prezes OSP w Pustkowie Żurawskim.
- Mamy nową remizę, doczekaliśmy się nowych samochodów, dostaliśmy ponton pływający i dwie przyczepki oraz nowe, bojowe mundury - dodaje Wojciech Śzwejkowski z Ochotniczej Straży Pożarnej w Pustkowie Żurawskim
Mieszkańcy Pustkowa Żurawskiego o swoich strażakach mówią jak o najbliższych sąsiadach. Tu tradycja strażacka przechodzi z ojca na syna, a mundur od pokoleń jest symbolem dumy.
- Mój mąż trzydzieści pięć lat służył straży, a tu teraz ci młodzi, dzielnie poświęcają swój czas - mówi Maria Minta, mieszkanka Pustkowia Żurawskiego.
- Jestem strażakiem od roku. Nie wyobrażam sobie wyjazdu, w którym nie wziąłbym udziału - mówi ochotnik Maksymilian Włoszek.
- Pomysł pojawił się w rodzinie, bo to właśnie tato dał mi przykład i zachęcił mnie do tej działalności - zaznacza Klaudia Papierkowska z Ochotniczej Straży Pożarnej w Pustkowie Żurawskim i Żurawinie.
Osiem dekad historii to nie tylko wspomnienia, ale także ogromny skok technologiczny. Od drewnianych drabin po nowoczesne pontony i wozy bojowe, które sprawiają, że nawet po czterdziestu pięciu latach służby adrenalina wciąż krąży w żyłach.
- Mam sześćdziesiąt pięć lat i dalej jeżdżę do akcji - albo jako kierowca, albo dowódca sekcji - mówi Wojciech Szwejkowski.
- Uważam, że jeśli ktoś czuje się na siłach i lubi adrenalinę, to jak najbardziej zapraszamy do nas. Trzeba ukończyć kurs podstawowy, czyli część teoretyczną, sprawnościową i praktyczną. Wtedy można już działać w Ochotniczej Straży Pożarnej - dodaje ochotnik, Maksymilian Włoszek.
Osiemdziesiąt lat służby w Pustkowie Żurawskim to tysiące wyjazdów i uratowanych istnień. I choć życzenia zawsze są te same - tyle samo powrotów co wyjazdów - strażacy proszą o jedno więcej: o kolejne pokolenia, które nie pozwolą syrenie zamilknąć.



